Wiosenna Andaluzja cz.5- Kadyks

Nadchodzi piąty dzień naszej wycieczki po Andaluzji. Pogoda od wczoraj nie poprawia się, a prognoza również nie pokazuje pozytywnych wieści. Trudno jednak jest nam odpuścić sobie chociaż krótki spacer po Kadyksie. Liczymy, że uda nam się przejść się promenadą wzdłuż oceanu i sfotografować stamtąd między innymi katedrę- główny zabytek miasta. Poniżej wrzucam opracowaną przeze mnie trasę po Kadyksie:

Mapa cz.1: http://tiny.cc/5mblry

Mapa cz.2: http://tiny.cc/0nblry

Mapa cz.3: http://tiny.cc/woblry

Jak na razie czekamy… Wszyscy mamy niezadowolone miny, patrzymy w stronę oceanu, lecz go nie widzimy, bo razem z niebem zlewa się w wielką, białą plamę. Siedzimy tak chyba z pół godziny, aż tata mówi “Chyba nie pada…”. Co prawda lekko kropi, ale ruszamy w drogę. Jesteśmy tuż przy parku Genovés. Niestety jest on nieczynny, dlatego przechodzimy obok niego i idziemy ścieżką wzdłuż oceanu.

 

Docieramy pod zamek Castillo de Santa Catalina. Jakbyście zobaczyli na mapce, to daleko nie zaszliśmy, a znowu zaczęło lać 🙂 Chowamy się pod jakąś budką. Na szczęście 3 minuty i przestaje padać… przynajmniej na chwilę.

     

 

Przed nami biały, piękny, afrykański zabytek wyglądający jak jakiś ekskluzywny hotel i słynna plaża Playa de La Caleta. To oraz stylowe latarnie, łódeczki i palmy dają super klimat, co staram się pokazać na zdjęciach. W lato na pewno wygląda to wszystko trochę inaczej, przede wszystkim jest pełno turystów.

     

     

 

Już z daleka było widać zamek Castillo de San Sebastián. Prowadzi do niego kilometrowa, wąska ścieżka biegnąca pomiędzy oceanem. Żałuję, że nie mamy czasu, aby tam dotrzeć. Do tego w taką pogodę podejrzewam, że w połowie drogi zalałyby nas fale 🙂

 

Udaje nam się przejść spory kawałek. Przed nami wyłania się najpopularniejszy widok z kadyksowych pocztówek 🙂 Sekundę po zrobieniu jednego zdjęcia, jak grom z jasnego nieba, lunął deszcz. Biegniemy schować się w podziemnym parkingu. Mamy lepsze humory i śmiejemy się, że najważniejsza fota została wykonana 😀

 

Od tej pory już nie chce przestać padać 🙁 Idziemy z parasolkami w kierunku katedry. W jednej ręce trzymam aparat, w drugiej parasolkę, a jak jest potrzeba to w trzeciej telefon 🙂

     

 

Uciekamy do katedry. We wnętrzu odbywa się aktualnie jakiś remont, bo spora część jest zagrodzona, w dodatku na górze zawieszona jest jakaś siatka. Nie ma dziś też opcji wejścia na szczyt, co podobno w normalnych warunkach jest możliwe.

    

 

Po wyjściu z katedry, jak się pewnie spodziewacie, wciąż pada, dlatego chowamy się w małej cukierni. Każdy kupuje sobie różne, słodkie bułki. Wszyscy chcą już wrócić na parking i jechać do Sewilli, ale ja nie mogę przeboleć, że zmarnowałby się mój plan trasy po Kadyksie, któremu poświęciłam parę godzin. W końcu jednak się poddaję, wychodzę na deszcz z cukierni, aby zrobić tylko zdjęcia katedry i mogę wracać… Reszta wychodzi za mną.

 

Tutaj będzie niespodzianka… Jakimś cudem przestaje padać. Tylko co z tego, skoro mamy już niewiele czasu, bo musimy dziś w Sewilli oddać samochód. Możemy za to wybrać sobie lekko dłuższą trasę w kierunku samochodu, aby po drodze co nieco zobaczyć.

     

 

Polecam przejść się na Plaza de San Juan de Dios. Można tu zobaczyć ratusz Starego Miasta, pochodzący z przełomu XVIII i XIX w. Poza tym można usiąść na ławeczkach z widokiem na fontannę i palmy.

 

Tuż za placem obok oceanu jest malutki park, którym spacerujemy.

     

     

 

Następnie skręcamy w jedną z uliczek i docieramy do malutkiego placu Plaza de Candelaria.

 

A tuż za nim jest placyk Plaza de las Flores. Znajduje się tu stylowy budynek poczty.

 

Spacerujemy wąskimi uliczkami, przechodzimy obok Torre Tavira. Nie mam tego na fotografii, ponieważ jest to punkt widokowy 🙂 Trzeba wejść do budynku, który sam w sobie jest zwyczajny i łatwo go ominąć oraz wspiąć się na jego szczyt. Na górze można zobaczyć urządzenie zwane camera oscura. Nigdy go nie widziałam, teraz też nie skorzystałam z okazji, ale podobno daje świetne widoki na okolice.

     

 

Zaglądamy do Oratorio de San Felipe Neri– niewielkiej, barokowej kaplicy, w której nie można robić zdjęć. Widoczna jest ona z zewnątrz na poniższym zdjęciu po prawej stronie.

     

 

Gdy docieramy na plac Plaza de San Antonio, na którym znajduje się nasz parking, jak na złość wychodzi słońce 🙂 Polecam tu dotrzeć, bo nie jest to miejsce popularne i pokazywane na blogach, a warte uwagi.

     

 

Zanim wyjechaliśmy z Kadyksu, mieliśmy nieciekawą historię. Utknęliśmy na parkingu 😀 Wojtek poszedł zapłacić za parking. Podszedł do biletomatu, włożył bilet i banknot, a automat zaczął się dziwnie świecić i się zaciął. W związku, że była niedziela, żadnego pracownika nie było na parkingu, aby nam pomógł odzyskać bilet i pieniądze… Po dodzwonieniu się na infolinię parkingu nikt nie mówił po angielsku. Pomógł nam ostatecznie jakiś dobry człowiek, który zadzwonił i po hiszpańsku wyjaśnił obsłudze, jaki mamy problem. Ponad pół godziny czekaliśmy na przyjazd pracownika parkingu. Ostatecznie odzyskaliśmy i bilet, i pieniądze, ale nie dostaliśmy żadnego zadośćuczynienia za nasz czas i stres… Musieliśmy zapłacić pełną kwotę za postój.

W końcu wyjeżdżamy z Kadyksu i jedziemy w stronę Sewilli. Po drodze mijamy Jerez de la Frontera, bardzo ciekawą miejscowość, ale nie daliśmy już rady zmieścić jej w planie podróży. Tydzień to zdecydowanie za mało na zwiedzanie Andaluzji.

     

 

Docieramy do Sewilli. Tankujemy samochód, zostawiamy auto na parkingu i idziemy zameldować się w apartamencie. Tata i Beata zostają na miejscu, a ja i Wojtek jedziemy na lotnisko, aby oddać samochód. Na szczęście wszystko idzie sprawnie i za chwilę łapiemy autobus do centrum.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z auta. Dostaliśmy bardzo ekonomicznego Seata Leona diesel. Przejechaliśmy ponad 900 km, a za paliwo zapłaciliśmy tylko 60 parę euro. W dodatku dobrze dawał sobie radę w górach 🙂 Wypożyczyliśmy go w firmie Enterprise przez pośrednika- stronę rentalcars. Zapłaciliśmy 575 zł za 5 dni. Nie jest to najniższa cena, ale kierowałam się opiniami i zdecydowałam, że lepiej zapłacić odrobinę więcej i mieć pewność, że wypożyczalnia nie będzie robiła żadnych problemów.

Autobus jedzie do centrum około pół godziny. Wysiadamy niedaleko katedry i spotykamy się Beatą i tatą pod Giraldą. Jest tu zupełnie inna pogoda niż w Kadyksie- jest ciepło i nie pada 🙂 Najwyższa temperatura, którą nam się dziś udało odnotować była w drodze na lotnisko w Sewilli- 18 stopni 🙂

Wrzucam fotki wykonane dzisiejszego dnia jako przedsmak tych z dwóch następnych dni.

     

     

     

\

 

Do zobaczenia w kolejnym odcinku! 🙂

 

część 1:

Wiosenna Andaluzja cz.1- Kordoba

Dodaj komentarz