Wiosenna Andaluzja cz.1- Kordoba

W dniach 13-20 marca razem z mężem, tatą i siostrą odbyliśmy podróż po Andaluzji. W związku, że chcieliśmy jak najwięcej zobaczyć, planowanie wyjazdu zajęło mi parę tygodni. Całe szczęście prawie wszystko się udało i wróciłam z dwoma zapełnionymi kartami pamięci. Napisałam “prawie”, bo mieliśmy parę przygód, między innymi z pogodą, ale o tym później 🙂 Zobaczyliśmy Kordobę, El Chorro, Rondę, Pueblos Blancos (białe miasteczka), Gibraltar, Kadyks oraz Sewillę. Dla chętnych mogę podesłać dokładny plan podróży wraz z noclegami, parkingami oraz mapami tras po miastach.

Lądujemy na lotnisku w Sewilli i tam wypożyczamy samochód. Jedziemy na nocleg do Kordoby, Sewillę zwiedzimy dopiero pod koniec wyjazdu. Zatrzymujemy się w małym hostelu w samym centrum miasta. Wieczór spędzamy z winem i sangrią w naszym pięknym patio. Idziemy też na krótki spacer na Most Rzymski, skąd widać panoramę miasta.

 

Następny dzień rozpoczynamy dosyć wcześnie, bo już o 8:30 wychodzimy z hostelu. Naszym planem jest wejście do najważniejszej budowli Kordoby- Mezquity. Między godziną 8:30, a 9:30 indywidualni turyści mogą wejść do środka za darmo. Normalnie bilet kosztuje 10 euro, więc warto z tej opcji skorzystać.

 

Po 3 minutach drogi docieramy do Mezquity. Zanim wejdziemy do środka musimy przejść przez ogromny dziedziniec z drzewami pomarańczowymi. Przyglądamy się starym kolumnom i zdobieniom bram.

 

Wchodzimy do środka. Mezquita to wielki meczet, który był wielokrotnie przebudowywany, a obecnie służy za katedrę katolicką. Jego wnętrze wypełnia las biało- czerwonych kolumn. Warto zajrzeć w zakamarki i spojrzeć w górę, bo można wtedy zobaczyć wiele ciekawych detali, między innymi bogato zdobione elementy mihrabu oraz wspaniałe kopuły.

 

Po wyjściu z katedry idziemy w kierunku Mostu Rzymskiego po drodze wstępując do jednego ze stoisk, gdzie Beata kupuje magnesy. W Hiszpanii, podobnie jak w Portugalii, można dostrzec elementy ceramiczne.

 

Na poniższych zdjęciach Most Rzymski od strony starszej części miasta oraz mała brama Arco del Triunfo.

 

Wchodzimy na most. Powoli spacerujemy i patrzymy na płynącą rzekę, której nazwy wciąż nie mogę zapamiętać- Gwadalkiwir. Niestety zdjęcia są dosyć ponure, bo cały dzień jest pochmurnie i co chwilę lekko pada 🙁

 

Podziwiamy miasto stojąc po prawej stronie mostu, następnie po lewej 🙂 Jak dla mnie jest to najciekawsze miejsce w całej Kordobie. Większość powie, że najpiękniejsza jest Mezquita, a ja zdecydowanie wolę taki widok.

 

Na końcu Mostu Rzymskiego stoi Torre De Calahorra- budynek, w którym obecnie znajduje się muzeum. Wcześniej służył on jako twierdza obronna. Wejście do wnętrza jest płatne i kosztuje prawdopodobnie 4,5 euro, ale nie mogę potwierdzić, gdyż tam nie byliśmy.

 

Wchodzimy natomiast do Alcazaru- Zamku Królów Chrześcijańskich. Miejsce to jest odwiedzane nie ze względu na sam budynek, ale na piękne ogrody, które obok niego się znajdują. Chodząc po zamku warto wspiąć się na Torre de los Leones i zobaczyć panoramę miasta. Bilety do Alcazaru obecnie kosztują 4,5 euro, dla studentów koszt jest dwa razy mniejszy, czyli 2,25 euro.

 

Widoki z wieży:

 

Schodzimy do ogrodów 🙂

 

Po zwiedzeniu zamku, wracamy na chwilę do hostelu na krótki odpoczynek, po drodze przechodząc przez Puerta de Almodovar. Najważniejsze zabytki już zwiedzone, więc nie musimy się spieszyć 🙂

 

Po odpoczynku znów kierujemy się w stronę murów miejskich, lecz nie przechodzimy przez bramę, tylko skręcamy w lewo.

 

Idziemy wąską uliczką Calle Judios. Przechodzimy obok arabskich budowli: Casa de Sefarad oraz Sinagoga, lecz akurat odbywa się remont i nie zaglądamy do wnętrz. Całkiem przypadkiem natrafiamy do Museo Taurino de Cordoba. Oglądamy małe patio oraz natrafiamy na czarnego byka pilnującego wysokiej palmy 🙂

 

Zaglądamy do sklepu z pamiątkami…

 

…i dalej spacerujemy po uliczkach Kordoby. Przechodzimy przez malutki placyk.

 

Następnie wychodzimy na wielki plac- Plaza de las Tendillas. Tutaj będzie sporo fot 🙂

 

Na wschód od placu znajdują się ruiny dawnej rzymskiej świątyni- Templo Romano. Teraz zostały już tylko kolumny.

 

Tuż obok znajduje się kościół katolicki de San Pablo. Zasłania go wysoka brama przedstawiona na poniższym zdjęciu:

 

Spacerując uliczkami Kordoby z pewnością zauważymy różnorodność kulturową, która kiedyś tutaj panowała. Natkniemy się nie tylko na elementy kultury arabskiej, ale także na pozostałości po Żydach. Jednym z piękniejszych miejsc w mieście jest właśnie dzielnica żydowska zwana Juderią.

 

Warto zagłębiać się w małe uliczki i zaglądać w zakamarki. Dzięki temu odkryliśmy wiele pięknych, małych patio.

 

Jeśli mowa o patio, to warto wejść do Palacio de Viana. Przed wyjazdem czytałam o tym miejscu, lecz z powodu drogich biletów odpuściłam. Okazało się jednak, że od godziny 14 do 17 wstęp jest darmowy dla zwiedzających, o czym powiedział nam pan z naszego hostelu. Dzięki temu zwiedzamy bardzo ładne, różnorodne ogrody, w których można posiedzieć i odpocząć. Podejrzewam, że latem jest tu więcej roślinności i patio wyglądają jeszcze ładniej.

 

Przyznam, że dalsza trasa po Kordobie nie była zaplanowana i prowadziłam swoją małą wycieczkę na podstawie tego, jakie zabytki są zaznaczone w google maps 🙂 Tym sposobem trafiliśmy pod kościół de Santa Marina de Aguas Santas, pod którym spędziliśmy trochę czasu, bo zaczęło padać. Wykorzystałam tę chwilę na zjedzenie drugiego albo i trzeciego śniadania 😀

 

Na pewno będziecie chcieli wiedzieć, gdzie się znajduje się pani pielęgnująca kwiaty 🙂 Odpowiedź to: na placu Plaza Puerta del Rincon 🙂 Nie piszą o tym na blogach, więc było to fajne odkrycie.

 

Byłam ciekawa co znajduje się na dużym, zielonym obszarze zaznaczonym na mapie, dlatego wchodzimy do parku Jardines de la Merced. Park w rzeczywistości jest dosyć mały, a na jego środku stoi fontanna. Można sobie odpuścić to miejsce 🙂

 

Tuż obok parku stoi dosyć ładny budynek- Palace of la Merced.

 

Niedaleko znajduje się plac o ciekawej nazwie Plaza de Capuchinos. Brzmi dosyć wesoło, ale klimat placu mi się nie podoba i kojarzy z cmentarzem. Trochę mnie przerażają takie miejsca. Krzyż z powyginanymi lampami dodaje trochę grozy 🙂

 

Na rozluźnienie atmosfery kolejne patio znalezione w zakamarkach wąskich ulic 🙂

 

Aby nie było za dużo tych wąskich uliczek wychodzimy na wielki plac- Plaza de la Corredera. Będąc w Hiszpanii na pewno zauważycie, że jest tu plac obok placu 😀 Plac Corredera dawniej używany był jako arena do walk, stąd też zresztą wywodzi się jego nazwa. Kojarzy mi się z tym w Palma de Mallorca na Majorce, bo jest bardzo do niego podobny.

 

W Kordobie minęliśmy jeszcze wiele innych zabytków, których nazw nie pamiętam 🙂 Wystarczy spacerować i rozglądać się, a co chwilę zobaczymy coś wartego uwiecznienia na fotografii. Tutaj mały kościółek, tu jakaś fontanna, tu ciekawy placyk…

 

Wchodzimy na most. Tym razem nie na Rzymski, a stojący obok- Puente de Miraflores. Przechodzimy na drugą stronę i spokojnie spacerujemy wzdłuż rzeki.

 

Wracamy na starówkę przechodząc przez Puente Romano. W związku, że wcześniej się zagapiliśmy i przypadkowo ominęliśmy słynną uliczkę Calleja de las Flores, docieramy tutaj teraz. Uliczka rzeczywiście jest ładna, wąska, pełna kwiatów, ale nie dorasta do pięt tym z Valdemossy na Majorce. O podróży na Majorkę możecie poczytać we wcześniejszych wpisach na blogu 🙂

 

Poniżej ostatnie już zdjęcia z Kordoby przedstawiające nasze hostelowe patio.

 

Na małe podsumowanie napiszę, że Kordoba mnie nie zachwyciła i uważam, że wiele miejsc w Hiszpanii jest piękniejszych. Myślę, że już tu nie wrócę, ale przyjazdu tu nie żałuję i wydaje mi się, że każdy zwiedzający Andaluzję powinien tu na chociaż chwilę przyjechać. Jeżeli nie zachwycą Was uliczki, na pewno bardzo spodoba Wam się widok z mostu na miasto- główna pocztówka Kordoby.

Zapraszam do części 2 relacji:

Wiosenna Andaluzja cz.2- Caminito del Rey, Ronda

Dodaj komentarz