Nasza podróż poślubna- Lagos, Portugalia cz.6

Dzień rozpoczynamy od śniadania na naszej Praia do Pinhão. Docieramy tu dosyć wcześnie. Jest mało ludzi, dlatego mam doskonałą okazję do fotografowania. Brzeg oceanu jest dosyć daleko o tej porze. Do tego stopnia, że można swobodnie przejść na plażę dos Estudantes. Jeżeli kojarzycie jeszcze mostek z tamtej plaży, to właśnie on jest na jednej z poniższych fotek.

 

Na plaży siedzimy dopóki nie musimy iść do Mariny w celu wypłynięcia na rejs. Trochę zwlekamy i docieramy do portu prawie w ostatniej chwili. Ludzie jednak nie ustawili się w kolejce, dlatego stajemy na przodzie i czekamy na pracownika statku. Dzięki temu wchodzimy na pokład jako pierwsi i siadamy w wybranym miejscu. Jak się później okazuje nie najlepszym, bo nie po tej stronie statku co trzeba 🙂

Płyniemy wzdłuż brzegu w kierunku Ponta de Piedade. Najpierw mijamy starówkę, później kolejno plaże: da Batata, dos Estudantes, do Pinhão, Dona Ana, do Camilo. Następnie podziwiamy klify Ponta da Piedade z latarnią morską. Zobaczyć możemy też Praia do Canavial, do której nie udało nam się dotrzeć.

 

Zdjęcia są nieciekawe, z resztą nie robię ich zbyt wiele. Mam nadzieję, że w drodze powrotnej, kiedy będziemy siedzieli po dobrej stronie do podziwiania widoków, zrobię je lepiej. Niestety zamiast płynąć dalej w kierunku Burgau jak było obiecane w ofercie, zawracamy i płyniemy pełnym morzem w stronę Meia Praia. Nie powiem, że nie jestem zła, bo bardzo chciałam zobaczyć piękne tamtejsze klify, a tymczasem przemieszczamy się mając widok tylko na ocean i piaszczystą plażę Meia Praia.

Kapitan płynie w przeciwną stronę, ponieważ dowiedział się od swoich informatorów, że są tam delfiny. Rzeczywiście można je tam spotkać. Mamy jednak chyba pecha, bo nie podpływają zbyt blisko do naszej łodzi, a do innych, trochę dalej od nas pływających, motorówek.

 

Po sesji z delfinami Wojtek przejmuje na chwilę aparat i robi mi kilka zdjęć. Trochę mocno wieje, stąd bluza 😀

 

Zatrzymujemy się na wschód od Lagos. Na moje oko jest to Praia de Boião. Mamy 45 minut przerwy na posiłek i kąpiele. Wojtek decyduje się wskoczyć ze mną do wody 🙂 Mile spędzamy czas 😀 Rozmawiamy też z Piotrem, który jest Polakiem, przeprowadził się dawno temu do Portugalii i jest pracownikiem statku. Trochę mu zazdroszczę tych codziennych rejsów.

 

Tutaj na zdjęcie załapał się Piotr 🙂

 

Piotr pyta nas, czy chcemy posterować statkiem. Pewnie, że chcemy 🙂 Robi nam zdjęcia.  A z tyłu czuwa kapitan i pilnuje, czy nie zrobimy nic głupiego 😀 Trochę szkoda, że nie zawróciłam tego statku, by popodziwiać więcej widoków 😀

 

Niestety powoli nasz rejs się kończy. Płyniemy z powrotem do Mariny w Lagos. Po drodze przepływamy obok wczoraj odwiedzonych latarni: biało- czerwonej i biało- zielonej.

 

Na poniższym zdjęciu widzimy Praia da Batata, a na kolejnym Forte da Ponta da Bandeira.

 

Mijamy promenadę oraz starówkę.

 

Przepływamy przez ruchomy most i wpływamy do portu. Na koniec robimy sobie pamiątkowe zdjęcia z Piotrem.

 

Po rejsie zmierzamy w kierunku Praia do Camilo. Takie piękności widzieliśmy po drodze.

 

Na plaży nie fotografowałam. Ale jedno zdjęcie- dowód, że tu byliśmy- mam 😀 To nasz ostatni dzień w Lagos 🙁 Starałam się jak najbardziej go wykorzystać. Siedziałam i obserwowałam ocean, spacerowałam, zbierałam muszelki… Myślałam sobie, że super, że tu jeszcze jestem. Że pewnie nim się obejrzę, będziemy siedzieć w samolocie, a chwilę później już w domu. Za kolejny momencik będę mogła tylko przeglądać zdjęcia i wspominać 🙂 No i miałam rację…

 

Idziemy ostatni raz na klify Ponta da Piedade. Najpierw na stronę wschodnią, gdzie spacerowaliśmy pierwszego dnia. Jest zachód słońca.

 

 

Zachodzimy też w ukochane miejsce po stronie zachodniej klifów.

 

Po zachodzie słońca mamy jeszcze chwilę do godziny, na którą mamy rezerwację w restauracji. Niedaleko latarni schodzimy po schodkach do miejsca, skąd wypływają motorówki pływające przez groty. Aparat dobrze się spisuje nawet w takich ciemnościach 😀 Zdjęcia oczywiście robione bez żadnej lampy.

 

No i nadeszła pora na obiadokolację. Zamawiamy oczywiście też sangrię i to 1,5 litra 😀 I tak mało 🙂

A jutro wylot 🙁 Skorzystamy jednak z chwili i pójdziemy na wschód słońca. Będzie też mini sesja zdjęciowa 🙂

następna część:

Nasza podróż poślubna- Lagos, Portugalia cz.7

poprzednia część:

Nasza podróż poślubna- Lagos, Portugalia cz.5

 

Dodaj komentarz