Nasza podróż poślubna- Lagos, Portugalia cz.5

Dzisiejszy wpis będzie bardzo krótki. Większość piątego dnia w Portugalii spacerowaliśmy 🙂 Przeszliśmy ponad 20 km 😀

Dzień zaczynamy już przed wschodem słońca i szykujemy się do sesji ślubnej. O szczegółach sesji można poczytać tu:

Sesja ślubna w Portugalii

 

Sesja zajęła nam mnóstwo czasu. Spacer na klify Ponta da Piedade też nie był najszybszy, pomimo że z apartamentu mamy dosyć blisko. Ciężko chodzi się w sukni ślubnej 🙂 Ale za to jak przyjemnie, czułam się jak gwiazda. Wszyscy klaskali, uśmiechali się, gratulowali itp.

Po powrocie przebieramy się, jemy śniadanie i wychodzimy. Znowu jesteśmy niewidzialni dla ludzi, już nikt się nie uśmiecha do nas na ulicy 🙁 Za to panie w sklepie nas zapamiętały i za każdym razem jak później przychodziliśmy nas poznawały.

Przechodzimy kawałek przez starówkę, gdyż naszym celem jest przejście przez most przy Marinie, a później zejście na plażę Meia Praia.

 

Przechodzimy obok Mariny, dworca kolejowego, chwilę idziemy wzdłuż torów i w końcu schodzimy na plażę. Ciężko mi tu złapać jakieś kadry, gdyż jedyne co tu widzimy to ludzie, piasek i woda 😀 Czyli typowa plaża, taka jak w Polsce. Tylko morze ładniejsze i czystsze 🙂 Chowam aparat i powoli spacerujemy brzegiem oceanu. Docieramy powolnym tempem aż do miejsca, gdzie nie ma dalej przejścia- do cypla z małą biało- czerwoną latarnią.

Jesteśmy tu praktycznie sami, bardzo rzadko ktoś tędy przechodzi. Plażujemy, kąpiemy się i zbieramy piękne muszelki. Przywożę później do domu całą siatkę- mniejszych i większych. Większe muszle z plaży Meia Praia, mniejsze (zupełnie inne) z innych plaż przez nas odwiedzanych- Praia dos Estudantes oraz Praia do Pinhão. Najlepiej zbierać je wcześnie rano- jest ich wtedy najwięcej.

 

Odwiedzamy też wspomnianą wcześniej latarnię. Po drugiej stronie “zalewu” na drugim cypelku jest druga latarnia- biało- zielona.

 

Musimy wracać, bo słońce już coraz niżej. Nasze cienie z upływem czasu coraz dłuższe 🙂

 

Po dwóch godzinach spaceru docieramy do restauracji Camilo w celu zjedzenia czegoś. Mega zmęczeni i głodni dowiadujemy się na miejscu, że niestety nie ma dla nas miejsca, a przed nami jeszcze czeka mnóstwo ludzi w kolejce. Jesteśmy zmuszeni poszukać innej restauracji, a w Camilo robimy rezerwację na kolejny dzień. Zapisaliśmy się na jeden już z ostatnich wolnych terminów. Musieliśmy mieć wielkie szczęście, że dwa temu udało nam się tam zjeść 🙂

Zatrzymujemy się w restauracji blisko naszego apartamentu. Zamawiam pierwszy raz w życiu małże. Nawet smaczne 🙂 Do tego oczywiście sangria.

A jutro ostatni pełny dzień naszego pobytu. Popłyniemy w rejs.

 

następna część:

Nasza podróż poślubna- Lagos, Portugalia cz.6

poprzednia część:

Nasza podróż poślubna- Lagos, Portugalia cz.4

Dodaj komentarz