Nasza podróż poślubna- Lagos, Portugalia cz.2

dzień 2, 16.09

Plan na dzisiejszy dzień to spacer po klifach Ponta da Piedade po stronie zachodniej. Wędrówkę zaczynamy od latarni morskiej. Idziemy w kierunku niezwiedzonych jeszcze przez nas malowniczych formacji skalnych. Zatrzymujemy się na chwilę w miejscu, z którego mamy piękny widok- jak z pocztówki. Z daleka widzimy charakterystyczny, różniący się od innych biały klif na plaży Praia de Porto de Mos– to nasz punkt docelowy dzisiejszego spaceru.

 

Ruszamy dalej. Co tu dużo mówić… widoki są wspaniałe. Co chwilę zatrzymujemy się i robimy zdjęcia. Zostawiam Was z fotkami 🙂

 

Zauważamy ukrytą między skałami zatoczkę 🙂 Zastanawiamy się, czy na nią nie zejść, bo wygląda rajsko 😀 Mamy na dziś jednak inny plan, dlatego decydujemy, że może innym razem. Słuszna decyzja- kawałek dalej można zobaczyć, jak wygląda ścieżka prowadząca na dół. Akurat schodzi tędy, a raczej próbuje zejść, jakiś chłopak i dziewczyna. Patrzymy z lekkim przerażeniem, czy się przypadkiem nie zabiją :O Niektórzy na pewno jednak w jakiś sposób dali radę, bo nie widać sprzętów pływających na brzegu.

 

W tym miejscu chyba jako pierwszy zwracamy uwagę na statek z ludźmi na pokładzie stojący na oceanie. Marzy mi się taki rejs. Zdradzę, że któregoś dnia popłyniemy 🙂

 

Latarnia już kawał drogi za nami 🙂 Ukazuje nam się widok na plażę leżącą przed Porto de Mos- Praia do Canavial. Jest piękna. Dużo bardziej mi się podoba od tej drugiej. Pomarańczowe skały bardziej mi przypadają do gustu niż białe 😀

 

Dalsza droga wydaje się problematyczna i nie jestem pewna, czy w ogóle z tego miejsca jest zejście na plażę. Dlatego tuż za jakimiś ruinami odbijamy w prawo i docieramy na spokojne osiedle Lagos. Wojtek twierdzi, że przypomina mu one dzielnicę z GTA V.

 

Docieramy na Porto de Mos Beach. Sporo tu ludzi, a plaża jak plaża… piach i woda 😀 Decyzja- idziemy na Praia do Canavial. Rezygnujemy jednak po pewnym czasie i zatrzymujemy się na skałkach. Aby dotrzeć dziś na plażę Canavial, trzeba przejść się po skałach. Jest to trochę niewygodne i zajęłoby sporo czasu. Czytałam w jakiejś relacji, że ludzie docierali na Canavial idąc brzegiem oceanu, ale akurat dzisiaj bądź akurat o tej godzinie (nie wiem od czego to zależy) jest duży przypływ. Nie psuje to jednak naszych nastrojów, a zwłaszcza Wojtka, co widać na poniższych zdjęciach 😀

 

Wojtek prezentuje tu swoją koszulkę z pokemonami 😀 Mój projekt!

Ciepło dziś, chcę się schłodzić, dlatego idziemy na Porto de Mos. Poza tym czy mi się to miejsce podoba, czy nie, zdjęcia trzeba zrobić 😀 A tutaj większe wyzwanie, bo ciężej znaleźć zadowalające mnie kadry.

 

Spędzamy tu dużo czasu, zaczyna nam burczeć w brzuchu. Wracamy tą samą drogą w kierunku latarni  do restauracji, którą wczoraj odkryliśmy. Po drodze jesteśmy świadkami ślubu w plenerze 🙂 I to jakim plenerze! Mając takie widoki, wzięłabym ślub jeszcze raz 😀 Zrobiłam parę fotek zza płotu, ale niestety mój obiektyw podpięty do aparatu pełnoklatkowego nie dał rady za dużo przybliżyć i nie zadowalają mnie te fotki ;p Wrzucam jedną dla wglądu 🙂

W restauracji zamawiamy sangrię. Mam okazję pierwszy raz w życiu spróbować jak smakuje. Pycha! Ryby, które zamówiliśmy również smaczne. Uwielbiam owoce morza.

 

Robi się chłodno i zaczyna wiać silniejszy wiatr. Nie mamy żadnych okryć, jednak za chwilę jest zachód słońca, jesteśmy tuż obok klifów, więc szkoda wracać do domu. Nie możemy sobie odpuścić. Siadamy w naszej ulubionej miejscówce i trzęsąc się podziwiamy zachodzące słońce 🙂

Wracamy do apartamentu. Kolejnego dnia nowe przygody 🙂

kolejna część:

Nasza podróż poślubna- Lagos, Portugalia cz.3

 

część 1:

Nasza podróż poślubna- Lagos, Portugalia cz.1

Dodaj komentarz