Nasza podróż poślubna- Lagos, Portugalia cz.1

W podróż poślubną wyruszyliśmy 5 dni po ślubie, czyli 14 września. Za bilety lotnicze zapłaciliśmy 1600 zł. W cenie był jeden bagaż rejestrowany (musieliśmy gdzieś zmieścić suknię ślubną i garnitur :D). Lecieliśmy linią Ryanair z Warszawy Modlin do Faro, następnie autobusem z lotniska pojechaliśmy do centrum Faro, a stamtąd pociągiem do Lagos. Dopiero o 23 dotarliśmy do apartamentu. Można było uniknąć tak długiej podróży i skorzystać z usługi przewoźnika, który zawozi spod samego terminalu lotniska pod wybrany hotel, ale rezerwację trzeba było zrobić przynajmniej dzień wcześniej, a my tego nie wiedzieliśmy… Ważne, że ostatecznie udało nam się dotrzeć do celu, a kolejnego dnia już nie pamiętaliśmy złego, bo cieszyliśmy oczy wspaniałymi widokami…:)

dzień 1, 15.09:
Wstajemy rano i wyruszamy na poszukiwanie miejsca, gdzie można zjeść śniadanie. Na google maps było pokazanych wokół naszego apartamentu wiele lokali, ale były to bardziej bary niż jadłodajnie. Wszyscy kierują nas do kawiarnio-cukierni. Widocznie Portugalczycy jedzą słodkie śniadania. Ostatecznie zatrzymujemy się w polecanym miejscu nad czym ja ubolewam (nie lubię jeść śniadania na słodko), a Wojtek się cieszy.

Później szukamy sklepu spożywczego i tu się pojawia kolejny problem. Trafiamy na jeden, wchodzimy do środka, a tam pusto na półkach 😀 Dosłownie leży może kilka produktów. Na google maps znajdujemy inny, najbliższy market i tam się kierujemy. Kolejna niespodzianka- w tym miejscu wcale nie ma sklepu 😀 Jesteśmy trochę źli, bo zamiast być już na jakiejś plaży, to się kręcimy po osiedlu. Swoją drogą ma to swoje plusy, bo okolica naprawdę ciekawa. Dużo tu ładnych, jednorodzinnych domków otoczonych kwiatami.

Po nieudanej próbie dotarcia do sklepu, zawracamy i postanawiamy iść w stronę klifów. Może znajdziemy coś po drodze… A po chwili… supermercado 😀 i to tuż obok naszego apartamentu 😀 Kupujemy potrzebne produkty i w końcu możemy iść, dokąd zamierzaliśmy, czyli na Ponta de Piedade. Po drodze fotka Wojtka z kaktusami 😀

 

A za chwilę docieramy na klify… Wow! 😀

 

Po wędrówce i zrobieniu tysiąca zdjęć, siadamy w miejscu z widokiem na przepływające przez groty motorówki. Podziwiam spektakularne widoki i myślę, że jak to dobrze, że to dopiero pierwszy dzień pobytu 🙂

 

Między stroną wschodnią, a zachodnią klifów na środku wybrzeża stoi latarnia morska. Zasłużyła na parę fotografii 🙂

 

Przechodzimy na stronę zachodnią klifów (wcześniej byliśmy na wschodniej). Z daleka widać charakterystyczny, różniący się od innych biały klif na plaży Praia de Porto de Mos, a bliżej nas znajdują się kolejne malownicze formacje: groty, jaskinie, łuki skalne itp.

 

Ten widok pojawi się jeszcze nie raz w relacji. To chyba nasze ulubione miejsce 🙂

 

Pewnego razu pójdziemy w stronę tego białego klifu na plażę Porto de Mos, ale dziś chciałabym trochę szybciej dotknąć oceanu, dlatego zawracamy i idziemy na plażę Praia do Camilo. Już ze schodów możemy podziwiać piękno tego miejsca 🙂 Zaraz, zaraz… przed wizytą na plaży wpadliśmy jeszcze na pizzę do restauracji tuż obok latarni 😀

 

Rozkładamy ręczniki, przebieram się i… nie wskakuję do wody 😀 Woda jest dosyć zimna 🙂 Ale nie ma możliwości, że nie wykąpię się w oceanie, dlatego za trzecią próbą udaje mi się zamoczyć 😀

 

A po schłodzeniu się w wodzie, jak na każdym wyjeździe, chwila dla mnie i dla aparatu 🙂 Praia do Camilo, podobnie jak wiele plaż w Lagos, składa się z dwóch części. Wystarczy pójść wzdłuż brzegu w lewą stronę lub przejść przez tunel w skale i jesteśmy po drugiej stronie plaży 🙂 Teraz jest odpływ i woda nie sięga blisko brzegu, ale czasami ta pierwsza opcja jest niemożliwa 😀

 

Jeszcze trochę zdjęć ze schodów 🙂

 

Tunel i druga strona plaży:

 

Niedługo zajdzie słońce. Skały robią coraz większy cień na plaży, dlatego wracamy do apartamentu. Przyroda i codzienne życie mieszkańców też musi się znaleźć na fotkach:

 

Bierzemy bluzy, ubieramy się cieplej i szybko wychodzimy na naszą najbliższą plażę Praia do Pinhão. Zachodu słońca nie widzimy, bo jest po drugiej stronie klifów. Myśleliśmy, że może zaskoczy nasz kolor nieba, jak to bywa często po zachodach słońca, ale niestety dziś zrobiło się po prostu ciemno.

 

Idziemy do centrum na drinka 🙂 Spacerujemy chwilę po starówce, ale wszędzie jest dosyć tłoczno. W końcu siadamy w spokojniejszym miejscu- w restauracji Lendas. Oglądamy w telewizji jakiś mecz, później leci boks 😀 Pijemy PYSZNE drinki <3

 

To tyle na dziś 🙂 Niedługo część druga relacji 😀

część 2:

Nasza podróż poślubna- Lagos, Portugalia cz.2

3 Replies to “Nasza podróż poślubna- Lagos, Portugalia cz.1”

  1. Suuuuuper

  2. Piękne zdjęcia, ciekawe opisy. Pracuje w biurze podróży i po takiej relacji łatwiej będzie doradzić klientom co zobaczyć w regionie 🙂

  3. wybieram się z narzeczonym 11 września:) super zdjęcia, już nie mogę się doczekać naszej podróży!

Dodaj komentarz