Majorka, cz.4- Alcúdia, Port d’Alcúdia, Cap de Formentor, Pollensa

Witam w czwartym odcinku 🙂 To nasz przedostatni dzień na wyspie. Jedziemy z Palmy w kierunku Alcúdia jedyną słuszną trasą przez Incę. Dzisiaj, jak widać na zdjęciach z drogi, na niebie jest tylko kilka chmurek i świeci słońce 🙂

 

Zwiedzanie zaczynamy od miejscowości Port d’Alcúdia. Jest tu kilkukilometrowa, piaszczysta plaża, która przyciąga wielu turystów. Dzisiaj jest pusta 🙂 Podejrzewam, że to dlatego, że jest zaśmiecona jakimiś brązowymi odpadami z drzew.

 

Jak na nazwę miejscowości przystało musi być port. Spacerujemy niewielką alejką wśród drzew i obserwujemy łodzie. Port jest niewielki i mniej ciekawy niż ten w Port de Soller.

 

Dużo ciekawszy jest most, który dodaje uroku miejscowości. Razem z palmami i morzem daje ciekawy krajobraz 🙂

 

Przyjeżdżamy do położonej 2 kilometry dalej Alcudii. Jest to piękne, zabytkowe miasto z uroczą starówką oraz pamiątkami z czasów Rzymian. Stare Miasto otoczone jest przez średniowieczne mury, a jego wnętrze to labirynt wąskich uliczek.

Zostawiamy samochód na dużym, darmowym parkingu, skąd widać fragment murów obronnych.

 

Postanawiamy przejść się wzdłuż murów obronnych. Naszą wędrówkę zaczynamy od kościoła Sant Jaume.

 

Następnie kontynuujemy drogę, aż docieramy do ciekawego zabytku- bramy Porta de Xara. Spotykamy też kolejnego kociaka.

 

W północnej części Alcudii można przespacerować się po murach obronnych i podziwiać dachy starych domów.

 

Trochę ujęć czarno-białych przedstawiających uliczki Starego Miasta:

 

Schodzimy z murów i spacerujemy dalej wzdłuż nich. Nie zagłębiamy się w uliczki, lecz tylko w nie zaglądamy.

 

Tym sposobem okrążamy starówkę i znów znajdujemy się obok kościoła.

 

Wyjeżdżamy z parkingu i jedziemy w kierunku Cap Formentor. Po drodze czeka nas jeszcze wiele punktów widokowych, w których chcemy się zatrzymać. Nie starczy nam czasu przez to zajechać do Port de Pollença, ale nic straconego, bo z trasy widać wspaniałe widoki portu i to nam wystarczy.

 

Nawigacja pozwala nam dotrzeć do pierwszego punktu widokowego- Mirador Es Colomer. Z resztą ciężko jest go przegapić, bo na miejscu stoi wiele samochodów, a nawet autokar wycieczkowy. Tak wiele, że nie starcza dla nas miejsca na parkingu i zatrzymujemy się na przeciwko niego przy drodze prowadzącej do drugiego punktu widokowego Talaia d’Albercutx. Wspominam o tym teraz, ponieważ  wieżyczka, którą widać na poniższym zdjęciu to właśnie wspomniane Talaia d’Albercutx.

 

Obserwujemy też walkę kozłów 🙂

 

Na Mirador Es Colomer prowadzą widokowe schodki otoczone kamieniami. Z daleka wciąż widać morze i Port de Pollença.

 

A teraz zobaczcie co możemy stąd podziwiać 🙂

 

Po nacieszeniu oczu widokami wracamy na parking. Na zdjęciu widać dróżkę prowadzącą do naszego następnego miejsca docelowego- Talaia d’Albercutx.

 

Wsiadamy do auta i jedziemy pod górę. Początkowo droga wydaje się szeroka, ale później się zwęża i mijanie się z samochodami z naprzeciwka sprawia niemałe wyzwanie. Ale myślę, że warto!

Nie da się dojechać na sam szczyt, ale lekko pod nim są miejsca, gdzie można zostawić samochód. Idziemy ścieżką pod górę w kierunku wieżyczki.

 

Po paru minutach docieramy do wieży. Wspina się na nią tylko Robert, bo reszta się poddaje- zbyt ciężkie wejście i nie chcemy ryzykować.

 

Spod wieży też są wspaniałe widoki. Widzimy z góry taras widokowy oraz parking, na którym byliśmy wcześniej.

 

Pod wieżą ułożone są z kamieni wieżyczki. Z czymś podobnym spotkałam się już w Chorwacji na szczycie góry 🙂

 

Wracamy do auta. Jeszcze jedna fota i dalej w drogę, bo minęła godzina 14, a sporo przed nami do zobaczenia.

 

Kolejny punkt trasy- Playa de Formentor. O mało z niego nie rezygnujemy, bo na miejscu nie możemy znaleźć płatomatu. Podczas zawracania jednak Robert go zauważa, więc wjeżdżamy na parking i zostawiamy auto. Plaża jest piękna, w sezonie podobno jest na niej mnóstwo ludzi. Teraz jest pusta i możemy się tym nacieszyć spacerując wzdłuż brzegu. Mamy 15 listopada, a temperatura jest jak w lato w Polsce!

 

Po pół godzinie wracamy na parking i jedziemy na kolejną plażę, tym razem nad zatoką Cala Figuera. Do zatoki trzeba kawałek zejść. Zejście nie należy do najtrudniejszych, ale też nie do najłatwiejszych, dlatego nie polecam schodzić w klapkach ani sandałkach.

Kilka zdjęć z trasy:

 

W zatoce jest ładnie, ale tylko tyle. A wszystko przez to, że na brzegu jest mnóstwo śmieci i odpadów z drzew. Podejrzewam, że po prostu w tym okresie nie jest już sprzątana. Na zdjęciach podobała mi się o wiele bardziej i wierzę, że w sezonie jest naprawdę piękna.

 

Droga powrotna jest dużo cięższa i mimo, że bardziej stabilna zajmuje nam sporo więcej czasu.

 

Kolejne kilometry zakrętów, podjazdów, zjazdów i wspaniałych krajobrazów doprowadza nas wreszcie na końcówkę wyspy- Cap de Formentor. Na miejscu spodziewałam się lepszych widoków, ale też nie ma co narzekać. Jednak najbardziej podobało mi się w pierwszym punkcie widokowym- Mirador Es Colomer.

Na przylądku Formentor jest tylko latarnia morska. Dookoła obserwujemy tylko morze. Podobno czasem można dostrzeć stąd Minorkę, ale nam się nie udaje. Myślę jednak, że konieczny jest przyjazd tutaj, aby przekonać się na własne oczy, czy warto.

 

Zbliża się zachód słońca. Odjeżdżamy, a po drodze robimy jeszcze zdjęcie z trasy, która (kolejny raz powiem) zachwyca.

 

Powoli zbliżamy się do miejscowości Pollensa.

 

Do Pollensy docieramy tuż po tym, jak zaszło słońce. W związku z tym, że jest już późno, staramy się zaparkować jak najbliżej słynnych schodów oraz kaplicy El Calvari. Udaje nam się to- zatrzymujemy samochód 2 minuty drogi od Kalwarii. Podchodzimy chwilę pod górę, mając widoki na miasto.

 

Docieramy do El Calvari. Na przeciwko kaplicy są schody. Liczą one 365 stopni i prowadzą do Starego Miasta. Po drodze można zaobserwować stacje drogi krzyżowej.

Schodzimy pewien czas w dół i po chwili wyłania nam się piękny widok na zabudowania starówki. W pewnym miejscu jednak odbijamy w lewo w stronę auta i wracamy do Palmy. Moi towarzysze niestety nie chcą przejść się starówką, co wydaje się odpowiedzialne, gdyż jutro chcemy wcześniej wstać i wykorzystać w 100% ostatni dzień na Majorce. Może innym razem uda się zwiedzić to miasto dokładniej 🙂

 

Niestety to wszystko na dziś. Odcinek był długi, ale mam nadzieję, że udało się Wam dotrwać do końca 🙂

 

część 5:

Majorka, cz.5- Drach Caves, Cala Santanyi, Es Pontas, Cala Llombards

 

część 1:

Majorka, cz.1- Palma de Mallorca

One Reply to “Majorka, cz.4- Alcúdia, Port d’Alcúdia, Cap de Formentor, Pollensa”

  1. Magiczne widoki. Jadę, a właściwie, lecę…

Dodaj komentarz