Chorwacja- Split po przygodzie z wyspą Brač

Dzień 8 (18 września 2015)- Split

Rano wypływamy z Supetaru i żegnamy się z wyspą Brač. Po półgodzinnym rejsie dopływamy do Splitu. Split jest drugim co do wielkości miastem w Chorwacji. Zostawiamy walizki w przechowalni bagażu i wyruszamy. Zderzamy się z cywilizacją. Dawno nie widziałam tylu ludzi w jednym miejscu. W Splicie i na całym wybrzeżu Chorwacji chyba zawsze są tłumy. Na wyspie był spokój i cisza i już zaczynam za tym tęsknić.

Leniwie spacerujemy po starym mieście. Podziwiamy ruiny murów pałacu Dioklecjana. Część z nich zachowała się w bardzo dobrym stanie. Długo siedzimy w Perystylu. Natrafiamy na sesję ślubną. Korzystam z okazji i również fotografuję młodą parę.

W oczekiwaniu na nasz transport do kraju, kręcimy się po mieście bez konkretnego celu. Temperatura robi swoje, jesteśmy już trochę znużeni. Natrafiamy na fontanno-prysznic i się chłodzimy.

Przed sobą widzimy jakąś wieżę, a po lewej stronie pomnik “arcymaga”. Tak naprawdę jest to Grgur Ninski– dawny biskup Ninu. Dotknięcie jego palucha podobno przynosi szczęście. Inni twierdzą, że daje pewność powrotu do Splitu.

Odpoczywamy chwilę. Przed nami stoi dwóch chłopaków przebranych za rycerzy. Zapraszają ludzi do wspólnych zdjęć. Początkowo są bardzo mili, a później to już zależy jak się dalej sprawa rozwinie- po zrobieniu zdjęcia tłumaczą ludziom, że są studentami i potrzebują pieniędzy. Jeśli ktoś nic nie da i odejdzie, robią nieprzyjazne miny i wyglądają jakby chcieli użyć swoich dzid 😀

Włóczymy się dalej po starówce.

Te chorwackie detale… <3

Natrafiamy na uroczy zakątek, gdzie sprzedawane są różne wyroby owocowe. Zamawiamy lemoniadę i znowu odpoczywamy. Pragniemy już tylko wsiąść do autokaru i wracać do Polski. Nie bardzo mamy ochotę spacerować. No chyba, że po wyspie Brač 🙁

Przed wyjazdem udajemy się na pizzę, niestety nie pamiętam cen.

Wychodzimy na Rivę- nadmorską promenadę. Tutaj też siedzimy dłuższy czas. Chodzę też chwilę z aparatem i szukam kadrów.

Kupujemy sobie granitę- nie jest tak dobra jak włoska, ale całkiem ok. Wojtek za ostatnie kuny kupuje świeżo wyciskany sok pomarańczowy, na który miał ochotę. Potem udajemy się do portu po bagaże, a następnie w miejsce, gdzie zatrzymuje się autokar.

Tak się kończy nasza chorwacka podróż. Na pewno jeszcze tutaj wrócimy. Marzy mi się sąsiednia wyspa Hvar. Może uda się też zobaczyć Korčulę… Już planuję kolejny wyjazd. Może podróż poślubna w Chorwacji? 🙂

Dodaj komentarz